Wielki marsz- Stephen King jako Richard Bachman
Tytuł: Wielki marsz
Gatunek: thriller, sensacja
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 264
Ocena: 7/10
Po przeczytaniu kilku powieści i jednego zbioru opowiadań Stephena Kinga zostałam zauroczona stylem pisarskim tego autora. Długo zastanawiałam się nad tytułem jego kolejnej książki, którą przeczytam i padło na "Wielki marsz". Oprócz opisu przekonała mnie sama okładka, która dzięki swojej kolorystyce przyciąga wzrok. Czy było warto poświęcić dzień na zaznajomienie się z treścią?
Ray Garraty to szesnastolatek, który wraz z 99 innymi chłopcami zgłasza się do udziału w Wielkim marszu. Nie jest to jednak marsz, jaki wszyscy znamy, jest to mordercza rozgrywka, która niesie ze sobą śmierć. Wygrywa tylko jedna osoba w momencie śmierci przedostatniego z uczestników. Zasada jest tylko jedna- musisz iść z prędkością nie mniejszą niż 6 km/h. Gdy uzbierasz 3 upomnienia, strażnicy pilnujący tłumu zakończą twoje życie przy pomocy kilku kulek z karabinu.
Akcja powieści jest bardzo wciągająca mimo, że nie ma tu niespodziewanych zwrotów akcji. Spotkałam się z kilkoma opiniami, że w książce tej nic się nie dzieje, ale przecież nie możemy się spodziewać wybuchów, pościgów i inwazji Marsjan po książce, która opisuje marsz. Mimo, że czytelnik jest w stanie przewidzieć oczywiste rzeczy, nie odbiera to przyjemności z czytania.
King dobrze wykreował głównego bohatera jak i mniej znaczące postaci. Trzymamy kciuki za Raya jak i innych bohaterów, z którymi się zaprzyjaźnia. Mimo, że wiedziałam, że wygrać może tylko jedna osoba, do końca miałam nadzieję, że stanie się coś, co zmieni zasady konkursu. Mimo, iż wszyscy są tam rywalami to większość z nich sobie pomaga, skazując się na dłuższą mękę.
Książka bardzo mi się podobała, jednakże czuję pewien niedosyt, tak jakby powinien powstać jeszcze jeden rozdział, jeszcze kilka stron. Liczyłam na obszerniejsze zakończenie, dające więcej wyjaśnień. Takie, które obejmie dłuższy czas po zakończeniu marszu.
W powieści tej można doszukać się metafory, jakoby marsz był wizją naszej przyszłości, w której jesteśmy spragnieni widoku krwi innych, tak jak publiczność oglądająca Wielki marsz. King co chwile bombarduje nas cytatami nie tylko o śmierci i umieraniu. Osobiście nie jestem zwolenniczką tej wizji przyszłego świata i nie uważam by ludzkość cofnęła się do czasów, gdzie kierowały nami tylko zwierzęce instynkty.
"Wielki marsz" to książka, która z pewnością spodoba się dużej grupie osób. Jest ona wzruszająca, wciągająca i skłaniająca do refleksji nad życiem. Polecam ją nie tylko fanom twórczości Stephena Kinga, a po prostu osobom lubiącym dreszczyk emocji.

Świetnie piszesz!
OdpowiedzUsuńJa niestety nadal należę do osób, które nie zaznajomiły się jeszcze z twórczością pana Kinga :c
Bardzo lubię książki Kinga, ale nie czytałam ich zbyt dużo. Z pewnością sięgnę kiedyś po "Wielki Marsz" :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Alpaka
Jak dla mnie to jedna z lepszych książek autora ;)
OdpowiedzUsuńZ książek Kinga czytałam tylko "Komórkę" (horror o zombiakach, polecam). "Wielki marsz" jest na mojej liście "do przeczytania", jak tylko ją gdzieś dorwę, to przeczytam :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że ja również zakocham się w jego twórczości :)
OdpowiedzUsuńMyślę podobnie jak King, że za kilkadziesiąt lat ludzkość znowu będzie tylko i wyłącznie pragneła krwi swoich bratańców, bo do tego nasz świat zmierza. Mam jednak cichą nadzieję, że tak się nie staje.
OdpowiedzUsuńBardzo fajna recenzja, krótka i na temat, a takie najbardziej lubię :)
Co do samej książki to mam ją jeszcze przed sobą, ale to kwestia czasu nim ją przeczytam. Mam zamiar wrócić do książek Kinga tak jak to było za starych dobrych czasów. Bardzo cenie sobie jego twórczość, ponieważ wpłyneła ona na ukształtowanie mojej osobowości.
King tu, King tam, a ja wciąż nie poznałam ani jednego z jego dzieł.
OdpowiedzUsuńkoniecznie muszę to nadrobić! co byś mi poleciła?
Wielki marsz i Cujo- te książki mogłyby Ci się spodobać :D Sama niedługo zamierzam zabrać się za Misery :)
UsuńZ Kingiem miałam niewiele do czynienia. A dokładnie raz i było to tragiczne spotkanie. Na półce czeka na mnie "Joyland" i wydaje mi się, iż będzie dobre, na danie autorowi drugiej szansy. :)
OdpowiedzUsuńCzytałam tę powieść stosunkowo niedawno i uważam, że jest nawet dobra ;)
OdpowiedzUsuńTa książka Kinga dopiero przede mną, ale na pewno przeczytam, bo uwielbiam jego książki :D
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, w tym przypadku King mistrzowsko budował napięcie, ale zostawił nas bez szalonego zakończenia. Tym niemniej mi się podobało - to moim zdaniem jedna z lepszych jego książek. Ogólnie lubię te z okresu bachmanowskiego. :)
OdpowiedzUsuń