Babska stacja- Fannie Flagg
Autor: Fannie FlaggTytuł: Babska stacja
Gatunek: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 430
Ocena: 6/10
Nie chciałam czytać tej książki, wzbraniałam się przed nią, mimo że zewsząd atakowały mnie jej recenzje. Część z nich była pozytywna, negatywne zaś pojawiały się ze strony osób, które przeczytały niejedną powieść Fannie Flagg i porównywały "Babską stację" na przykład do "Smażonych zielonych pomidorów". Sama nie czytałam niczego tej autorki, więc lekturę tą mogłam pochłonąć bez zestawiania jej z niczym innym. Mimo że rzadko czytam takie babskie książki, gdy zobaczyłam ją w bibliotece, postanowiłam dać jej szansę.
Prawie sześćdziesięcioletnia Sookie wydała właśnie ostatnią ze swych córek za mąż i w końcu może odpocząć od stresów wynikających z organizowania jednego wesela po drugim. Teraz w końcu ma czas dla siebie i może pomyśleć o drugim miesiącu miodowym ze swoim ukochanym mężem. Wydaje się być szczęśliwa, ale jej myśli zaprząta wyjątkowo energiczna, władcza i apodyktyczna matka, która wychowała ją w swoim cieniu, nie dając jej odpocząć od wrażenia, że ją zawodzi. Gdy Sookie odbiera telefon od nieznanego numeru, jej życie już nigdy nie będzie takie samo. W końcu dowiaduje się, że jest zupełnie kimś innym niż myślała.
Powieść Fannie Flagg rozciąga się na dwóch płaszczyznach czasowych. Poza losami Sookie, śledzimy również losy polskiej rodziny Jurdabralińskich z Pulaskiego w Wisconsin, która żyła tam w czasie drugiej wojny światowej. To właśnie fragmenty z przeszłości były najmocniejszą stroną tej książki. Historia sióstr, szczególnie Fritzi, była ogromnie interesująca i wciągająca. Fritzi to kawał baby o mocnych nerwach, nie dającej sobie w kaszę dmuchać, udowadniająca, że kobieta może zrobić wiele rzeczy tak dobrze jak mężczyzna, a nawet dużo lepiej. Pozostałe siostry, mimo że są delikatniejsze, to i tak udowodniły, że mogą wiele. Niestety opis tych wydarzeń został stworzony bez emocji, bardziej w charakterze sprawozdawczym, a autorka przemknęła przez nie jak burza. Z chęcią poczytałabym więcej o tym jak kobiety musiały radzić sobie po odejściu mężczyzn i o pilotkach WASP, które w czasie wojny tak bardzo poświęciły się pomocy w walkach, a mimo to zostały zapomniane i w żaden sposób nieuhonorowane.
W "Babskiej stacji" znaczną rolę odgrywa Polska, ponieważ losy rodziny, którą śledzimy na kartach tej powieści, jest właśnie tego pochodzenia. Mimo to autorka nie przyłożyła się do zgłębienia informacji o naszej kulturze. Oczywiście wspomina o tym, że jesteśmy walecznym narodem o trudnej przeszłości, ale jako polskie imiona wybrała: Fritzi Willinka, Gertrude May, Tula June i Sophie Marie, a wyjątkowo polskim nazwiskiem jest Jurdabraliński. Sama łamałam sobie język próbując to wymówić. Dodatkowo typowy Polak według autorki opycha się wyłącznie kiszoną kapustą i burakami, tańczy tylko polkę i uwielbia muzykę akordeonową.
"Babska stacja" to książka nie bez wad. Autorka nie skupiła się na naprawdę ciekawych i istotnych wątkach, które wprowadziła. Przez opisy przemknęła jak burza, nie poświęcając im wystarczająco dużo czasu. Mimo to uważam, że watro przeczytać tę powieść nawet jeśli jej ton w częściach retrospektywnych jest czysto sprawozdawczy, by dowiedzieć się czegoś o pilotkach WASP- dzielnych kobietach, których zasługi zostały przemilczane.

