Stosik książkowy- wrzesień 2015

Jestem chyba ostatnią osobą, która publikuje stosik z września. Pech chciał, że część nowych książek mam w mieszkaniu w Krakowie, a część w domu rodzinnym, więc nie mogłam zrobić zdjęć od razu i z postem musiałam poczekać do odwiedzin u rodziców. W zeszłym miesiącu trafiłam na wiele ciekawych okazji, którym nie mogłam się oprzeć. Wejście do taniej księgarni w moim przypadku nigdy nie kończy się dobrze dla mojego portfela, ale mniejsza z tym, bo mam wam do pokazania kilka ciekawych lektur.


  • "Fałszywy trop" Henning Mankell- będzie to moje pierwsze i długo wyczekiwane zetknięcie z twórczością tego autora. Nie mogłam przejść obojętnie obok tej książki, gdy zobaczyłam ją w księgarni Tak Czytam za 13 zł.
  • "Powód by oddychać" Rebecca Donovan- kolejnie dwie książki znalazłam w Dedalusie i każda z nich kosztowała tylko 15 zł. Słyszałam wiele pozytywnych opinii o tej serii, więc postanowiłam skorzystać z okazji i wziąć je ze sobą.
  • "Oddychając z trudem" Rebecca Donovan
  • "Papierowe miasta" John Green- tę książkę wybrałam jako nagrodę za rozwiązywanie ankiet. Już ją przeczytałam i bardzo mi się spodobała. Jest to dla mnie miła odmiana, ponieważ ostatnia książka tego autora, którą czytałam, ogromnie mnie rozczarowała.
  • "Parabellum. Horyzont zdarzeń" Remigiusz Mróz- jest to drugi tom z serii. Wydałam na niego całe 13 zł w Dedalusie. Pierwszego tomu niestety nie mam i nie czytałam, ale na pewno to nadrobię ze względu na to, że Mróz jest świetnym autorem. Przeczytałam jego "Kasację" i totalnie się zakochałam.
  • "Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa" Sir Arthur Conan Doyle- tak dla odmiany, tę książkę kupiłam w Dedalusie:) Kosztowała jedyne 35 zł.

Czytaliście którąś z tych pozycji? Polecacie? :)

Nomen Omen- Marta Kisiel

Autor: Marta Kisiel
Tytuł: Nomen omen
Gatunek: fantastyka
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 420
Ocena: 7,5/10

Główną bohaterką książki i jednocześnie dyżurną ofiarą losu jest dwudziestopięcioletnia Salomea Klementyna Przygoda, zwana Salką. Dziewczyna jak nikt inny przyciąga pecha, a do tego jakoś musi radzić sobie ze swoją pokręconą rodziną, która zmówiła się, by uprzykrzać jej życie. Jej rodzice jak i brat nie mają nic przeciwko wykorzystywaniu nowych mediów (i nie tylko) do rozgłaszania najbardziej wstydliwych sekretów Salki. Gdy jej rodzicielka znów postanawia opowiedzieć przypadkowej osobie o rozbuchanym erotyzmie i rozłożystych biodrach swojej córki, ta nie wytrzymuje i postanawia przeprowadzić się do Wrocławia. Nic nie podejrzewa, gdy ludzie uciekają, kiedy pyta ich o drogę na Lipową 5. Po dotarciu pod właściwy adres może jedynie zastanawiać się, czy dotarła na plan horroru klasy dowolnej. Wrażenie to wzmaga właścicielka domu, pani Bolesna. W momencie, w którym życie Salki formuje się w coś na kształt normalności, do akcji wkracza jej brat, który postanawia ją zabić.

"Nomen Omen" to moje pierwsze i z pewnością nie ostatnie spotkanie z twórczością Marty Kisiel. Książkę przeczytałam w zawrotnym tempie, a to za sprawą prześwietnego stylu autorki. Każde zdanie było dopracowane i pełne humoru. Na kartach tej powieści co rusz można było natknąć się na fragment, który wywoła u czytelnika śmiech i zadziała antydepresyjnie. Jest tu bowiem wiele groteskowych i absurdalnych zdarzeń, osobliwych bohaterów, komizmu sytuacyjnego, dowcipów, ironii i sarkazmu. Ktoś mógłby czuć przesyt, ale nie ja. Pokochałam poczucie humoru autorki i już poluję na jej kolejne powieści.

Klimat w "Nomen Omen" jest również bardzo mocnym plusem. W domu na Lipowej 5 mieszka również przesympatyczna papuga, która pochłania jednego wafelka za drugim. W telefonie słychać dziwne szmery i szepty, w laptopach pojawiają się dziwne napisy, a radio w ogóle nie działa. Marta Kisiel przybliżyła również kawałek historii wojennego Wrocławia. W książce znajduje się również mapa miasta z tego okresu.

Książkę tą polecam każdemu wielbicielowi dobrego humoru, ponieważ można go tu znaleźć na każdej stronie. "Nomen Omen" działa jak antydepresant i wywołuje uśmiech. Podczas czytania co chwilę zaśmiewałam się pod nosem. Marta Kisiel stworzyła świetną komedię z dreszczykiem, pełną motywów fantastycznych i kryminalnych.

Literackie miasteczko tag

Już długi czas temu zostałam nominowana do tego tagu przez Weronikę z bloga Ronie books. Niestety jak zawsze odpowiadam na pytania milion lat po samym otagowaniu, ponieważ nic nie jest w stanie powstrzymać mojego lenistwa. Najważniejsze, że w końcu zebrałam się do tego posta. Tag został stworzony przez LimoBooks i muszę stwierdzić, że naprawdę ciekawie wyszedł on autorce. Nie przedłużając, zaczynajmy!



W każdym mieście potrzebny jest jakiś burmistrz lub prezydent. Według mnie najlepszym kandydatem na to stanowisko jest Albus Dumbledore. Dlaczego? Bo jest on wyjątkowo inteligentny, rozważny i dzięki jego rządom na pewno dobrze żyłoby się mieszkańcom miasteczka. W moim odczuciu jest on osobą, która zna rozwiązanie każdej sprawy i pewnie zaradziłby wszystkim społecznym problemom.
Po naprawdę długiej chwili zastanowienia wybrałam Peetę Malarka. Skoro potrafi upiec chleb, to pewnie uda mu się go sprzedać w spożywczaku. Myślę, że w tej roli poradziłby sobie świetnie i nie miałby problemu z witaniem klientów z uśmiechem niezależnie od sytuacji i grzecznym pytaniem "Co podać?", a z doświadczenia wiem, że czasami nie jest to takie łatwe.
Tutaj z kolei przydałby się ktoś, kto z miłością troszczyłby się o zwierzęta, a taką osobą byłby Hagrid z serii o Harrym Potterze. Myślę, że gdyby to właśnie on zarządzał zoo, to nie znaleźlibyśmy tam normalnych zwierząt a istoty magiczne takie jak hipogryfy czy smoki. Takie zoo zapowiada się lepiej, nieprawdaż?
Adam z "Jeśli zostanę"/ "Zostań, jeśli kochasz" pasuje tutaj perfekcyjne. Może nie byłby najlepszą osobą zarządzającą klubem, ale mógłby w nim grać własne koncerty, a że jest świetnym muzykiem, to wraz ze swoim zespołem przyciągnęliby tłumy i zarobili niemało.
Fritzi wraz ze swoimi siostrami z "Babskiej stacji" poradziłyby sobie świetnie. W końcu dały sobie radę z prowadzeniem stacji benzynowej w czasach, kiedy było to tylko męskie zajęcie. Skoro Jurdabralińskie zdołały jakoś utrzymywać tamten interes, to dlaczego nie miałoby się to udać z kawiarnią?
Całkiem dobrym nauczycielem byłby Colin z "19 razy Katherine". Ma ogromną wiedzę, więc mógłby przekazywać ją dalej. Może lekko by przynudzał, ale uczniowie którzy chcieliby się czegoś nauczyć, na pewno wyciągnęliby wiele mądrości z jego wykładów.
Jeśli byłoby to muzeum sztuki, to idealnym pracownikiem byłby tutaj Finn z "Powiedz wilkom, że jestem w domu". Sam jest docenianym artystą i pewnie w owym muzeum znalazłoby się również wiele jego prac. Jestem pewna, że nie tylko byłby wspaniały w zarządzaniu, ale i w oprowadzaniu po całym budynku i omawianiu dzieł.
Szpital nie może obyć się bez lekarza, a najlepszą postacią na to stanowisko jes Prim z "Igrzysk śmierci". Jest bardzo ambitną dziewczyną, która dąży do przyswojenia jak największej wiedzy z tej dziedziny, by móc pomagać innym.
Tak, na zdjęciu z napisem bank, napisałam bank. Nie żebym uważała, że ktoś mógłby się nie zorientować, ale po prostu chciałam, żeby zdjęcia do siebie pasowały :)
Na tym stanowisku najlepiej sprawdzą się gobliny, które w serii o Harrym Potterze pracowały w Banku Gringotta, który podobno jest jednym z najbezpieczniejszych miejsc na Ziemi. Tutaj chyba nikt nie bałby się zostawić swoich pieniędzy.
Księgarnią najlepiej zająłby się Fermin z "Cienia wiatru". Bardzo dobrze sprawdził się w antykwariacie Sempere, więc w tym miejscu również dałby radę. A jeśli ktoś będzie potrzebował rzadkiego egzemplarza jakiejś książki, to on na pewno gdzieś go wytropi.

Chodzi tu o nic innego jak nominację do zrobienia tego tagu, a więc moimi kierowcami do kolejnych literackich miasteczek są:
1. Paulina z bloga Regał na poddaszu
2. Iza z bloga Isabelczyta



Babska stacja- Fannie Flagg

Autor: Fannie Flagg
Tytuł: Babska stacja
Gatunek: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 430
Ocena: 6/10

Nie chciałam czytać tej książki, wzbraniałam się przed nią, mimo że zewsząd atakowały mnie jej recenzje. Część z nich była pozytywna, negatywne zaś pojawiały się ze strony osób, które przeczytały niejedną powieść Fannie Flagg i porównywały "Babską stację" na przykład do "Smażonych zielonych pomidorów". Sama nie czytałam niczego tej autorki, więc lekturę tą mogłam pochłonąć bez zestawiania jej z niczym innym. Mimo że rzadko czytam takie babskie książki, gdy zobaczyłam ją w bibliotece, postanowiłam dać jej szansę.

Prawie sześćdziesięcioletnia Sookie wydała właśnie ostatnią ze swych córek za mąż i w końcu może odpocząć od stresów wynikających z organizowania jednego wesela po drugim. Teraz w końcu ma czas dla siebie i może pomyśleć o drugim miesiącu miodowym ze swoim ukochanym mężem. Wydaje się być szczęśliwa, ale jej myśli zaprząta wyjątkowo energiczna, władcza i apodyktyczna matka, która wychowała ją w swoim cieniu, nie dając jej odpocząć od wrażenia, że ją zawodzi. Gdy Sookie odbiera telefon od nieznanego numeru, jej życie już nigdy nie będzie takie samo. W końcu dowiaduje się, że jest zupełnie kimś innym niż myślała.

Powieść Fannie Flagg rozciąga się na dwóch płaszczyznach czasowych. Poza losami Sookie, śledzimy również losy polskiej rodziny Jurdabralińskich z Pulaskiego w Wisconsin, która żyła tam w czasie drugiej wojny światowej. To właśnie fragmenty z przeszłości były najmocniejszą stroną tej książki. Historia sióstr, szczególnie Fritzi, była ogromnie interesująca i wciągająca. Fritzi to kawał baby o mocnych nerwach, nie dającej sobie w kaszę dmuchać, udowadniająca, że kobieta może zrobić wiele rzeczy tak dobrze jak mężczyzna, a nawet dużo lepiej. Pozostałe siostry, mimo że są delikatniejsze, to i tak udowodniły, że mogą wiele. Niestety opis tych wydarzeń został stworzony bez emocji, bardziej w charakterze sprawozdawczym, a autorka przemknęła przez nie jak burza. Z chęcią poczytałabym więcej o tym jak kobiety musiały radzić sobie po odejściu mężczyzn i o pilotkach WASP, które w czasie wojny tak bardzo poświęciły się pomocy w walkach, a mimo to zostały zapomniane i w żaden sposób nieuhonorowane.

W "Babskiej stacji" znaczną rolę odgrywa Polska, ponieważ losy rodziny, którą śledzimy na kartach tej powieści, jest właśnie tego pochodzenia. Mimo to autorka nie przyłożyła się do zgłębienia informacji o naszej kulturze. Oczywiście wspomina o tym, że jesteśmy walecznym narodem o trudnej przeszłości, ale jako polskie imiona wybrała: Fritzi Willinka, Gertrude May, Tula June i Sophie Marie, a wyjątkowo polskim nazwiskiem jest Jurdabraliński. Sama łamałam sobie język próbując to wymówić. Dodatkowo typowy Polak według autorki opycha się wyłącznie kiszoną kapustą i burakami, tańczy tylko polkę i uwielbia muzykę akordeonową.

"Babska stacja" to książka nie bez wad. Autorka nie skupiła się na naprawdę ciekawych i istotnych wątkach, które wprowadziła. Przez opisy przemknęła jak burza, nie poświęcając im wystarczająco dużo czasu. Mimo to uważam, że watro przeczytać tę powieść nawet jeśli jej ton w częściach retrospektywnych jest czysto sprawozdawczy, by dowiedzieć się czegoś o pilotkach WASP- dzielnych kobietach, których zasługi zostały przemilczane.

Stosik książkowy- sierpień 2015

W sierpniu miałam możliwość zamówienia sobie kilku książek i padło na osiem świetnych tytułów. Nawet nie wiecie jak ciężko było mi zdecydować się na coś, kiedy musiałam wybierać ze zbioru ponad czterdziestu powieści, które chciałam przeczytać jak najszybciej. Dodatkowo przyniosłam jedną książkę z biblioteki. 



"Dziedzictwo" C.J Daugherty- jest to jedyna książka, którą przyniosłam w tym miesiącu z biblioteki. Pierwszy tom raczej mnie nie urzekł, ale czytało mi się go bardzo przyjemnie, więc stwierdziłam, że jednak sięgnę po kontynuację. 

"Mara Dyer. Zemsta" Michelle Hodkin- trzy kolejne książki zamówiłam na nieprzeczytane.pl, ale z całego zamówienia najbardziej nie mogłam doczekać się tej pozycji. Uwielbiam Marę Dyer, szczególnie tom drugi i mam niemałą nadzieję, że i ten również spodoba mi się tak samo.

"Oddam ci słońce" Jandy Nelson- prawie wszyscy na zagranicznym i polskim booktube mówią o tej książce, więc musiałam ją kupić. Mam nadzieję, że uda mi się za nią zabrać w przeciągu najbliższych dwóch miesięcy i spodoba mi się tak jak innym. 

"Fangirl" Rainbow Rowell- odkąd "Fangirl" wyszła za granicą, nie mogłam  doczekać się polskiej premiery. Jeszcze nie czytałam nic tej autorki, więc niestety nie mam porównania do "Eleonory i Parka", ale i tę książkę planuję kiedyś przeczytać.
 
"Wybacz mi, Leonardzie" Matthew Quick- resztę stosu kupiłam na promocji na znak.com. Cieszę się, że nie zamówiłam tych książek od razu, bo później ukazała się zniżka -70% na trzy książki, a resztę kupiłam 60% taniej. Czytałam jedynie "Pamiętnik pozytywnego myślenia" tego autora i powieść ta bardzo mi się spodobała, więc liczę na to, że ta jak i dwie kolejne jego książki również przypadną mi do gustu.

"Prawie jak gwiazda rocka" Matthew Quick

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" Matthew Quick

"Piąta fala. Bezkresne morze" Rick Yancey- pierwszy tom bardzo mi się spodobał, więc nie mogłam odmówić sobie drugiego. Niestety żeby przeczytać tę książkę, muszę odświeżyć sobie jej poprzedniczkę, bo już niewiele z niej pamiętam.

"Wayward Pines. Bunt" Blake Crouch- pierwszego tomu tej serii jeszcze nie czytałam, ale czuję, że bardzo mi się spodoba, ponieważ lubię historie o małych, zamkniętych miasteczkach, które skrywają przedziwne tajemnice.



Czytaliście którąś z tych książek? Polecacie? :)